Od czasu, gdy pierwszy raz w życiu wypróbowałem linuxa (ubuntu) szukałem odpowiedniej dla siebie dystrybucji, która po instalacji będzie niemal gotowa do pracy. Zaczynając od Ubuntu pracowałem kolejno na OpenSUSE, Mandrake, Ice Linux (?), Debian, Slackware, Mandriva, i jeszcze kilku innych dystrybucjach, których nazw nie pamiętam… Na prawdę bardzo, bardzo chciałem się pozbyć Windowsa, niestety na próżno. Zawsze napotykałem na problem, którego rozwiązać nie potrafiłem ani ja, ani “Wszechmocni Wielcy Moderatorzy” (o nich za chwilę). Najwięcej czasu spędziłem przy Ubuntu instalując kolejne wersje w dniach premier i w nadzieji czekając na cud – 100% stabilności. Owszem, jeden błąd został poprawiany, ale na jego miejscu pojawiały się dwa kolejne. W swojej linuxowej przygodzie napotykałem problemy takie jak: brak sterowników do karty wi-fi, brak sterowników do pilota od tunera telewizyjnego, brak (poprawnie działających) sterowników do karty graficznej i wiele wiele innych. Ostatnio znów pojawiła się kolejna dystrybucja Ubuntu rozbudzająca na nowo moje linuxowe zapały. Niestety i tym razem cudu nie było. Zastałem problem z wi-fi (jedyny sterownik źle działa). Zainteresowałem się więc dystrybucją Fedora, którą do tej pory omijałem szrokim łukiem (prawdę mówiąc nie mam pojęcia dlaczego…).
Przebieg instalacji
Instalator graficzny, który bez żadnego problemu przeprowadził mnie przez proces instalacji zagnieżdżając swoje pliki w miejscu Ubuntu. Całość trwała około 30 minut.
Pierwsze wrażenie
System jak każdy inny, środowisko graficzne GNOME ze zmodyfikowanym standardowym motywem… ALE! Co ja widzę? Łączy mnie z wi-fi! Pierwszy sukces – internet działa. Wszystko pięknie, ale nie ma OpenOffice i mojego ulubionego odtwarzacza muzyki Songbird. No to co, pytam wujka google wpisując frazy: terminal, fedora, instalacja i jako pierwszy wynik ukazuje mi się poradnik dla początkujących
Z poradnika tego dowiedziałem się, że istnieje taki fajny program w Fedorze o nazwie yum, który działa identycznie jak apt-get w Ubuntu. Za jego pomocą instaluję OpenOffice. Niestety Songbird nie znalazł się w podstawowym repozytorium Fedory, ale z jego instalacją problemów nie miałem. Przez jakieś 15 minut siedziałem bezczynnie gapiąc się w monitor, po czym stwierdziłem, że ten oto system po godzinie konfiguracji (wraz z instalacją) jest gotowy do wszystkiego! O nie, jednak nie do końca
Brakuje mi tylko kodeków pozwalających mi odtwarzać filmy i muzykę w popularnych formatach. I tu z pomocą przychodzi społeczność użytkowników Fedory, ale o tym niżej
“Wszechmocni Wielcy Moderatorzy”
O tak, wspominałem o nich wyżej. Nie chodzi tylko o moderatorów, ale o każdego pseudo eksperta, który od razu po urodzeniu znał linuxa od podszewki, miał 180cm wzrostu i ważył 75kg. Jak mniemam, forum jest od tego żeby zadawać pytania, a nie od tego żeby zapełniać dział “Kosz”, czy inny jemu podobny, ani nabijać posty odpisując laikom, by szukali w google. Jeżeli temat już był poruszony i potrafisz go znaleść, to czy tak ciężko zamiast linku do google, czy opcji szukaj podać link do owego tematu? Wbrew pozorom znalezienie aktualnej, konkretnej informacji na jakiś temat czasami wymaga sporo wysiłku i czasu.
Dlaczego Fedora jest cacy?
A więc dochodzimy do sedna. Dlaczego dystrybucja, którą do tej pory omijałem tak mi się spodobała? Bo po pierwsze nic się od początku nie sypie, po drugie wszystkie sterowniki zainstalowały się od razu i działają prawidłowo, Po trzecie społeczność Fedory jest przyjazna i otwarta na nowych użytkowników.